|
Zgodnie z ustaleniami traktatu wersalskiego odrodzona Rzeczpospolita objęła w posiadanie część Pomorza Gdańskiego z linią brzegową Bałtyku o długości 140 km. Połowę tego stanowiła Mierzeja Helska - liczona dwa razy: od nasady do cypla i z powrotem. Jednakże naturalny polski port, leżący u ujścia Wisły Gdańsk, został ustanowiony wolnym miastem. Niestety, liczna ludność niemiecka okazywała jawną wrogość Polakom, utrudniając korzystanie z portu, zaś Hitler nawoływał do "powrotu Gdańska do macierzy" i budowy eksterytorialnej autostrady, biegnącej z Rzeszy do Prus Wschodnich przez polskie Pomorze.
Polska obecność wojskowa na Pomorzu rozpoczęła się formalnie 28 listopada 1918 roku, gdy Józef Piłsudski wydał rozkaz utworzenia Marynarki Polskiej, jeszcze bez bliżej określonych zadań i struktury organizacyjnej, zaś faktycznie - w styczniu 1920 roku, gdy wojska Frontu Pomorskiego zajęły należny Polsce obszar. Pierwszą jednostką marynarki był Baon Morski, który spełniając początkowo funkcje wartowniczo-zabezpieczeniowe, stał się zalążkiem pokaźnego potencjału. jaki powstał do 1939 roku.
Obszar Pomorza posiadał znaczące walory obronne: na południu pełen jezior i rzek Pojezierza Kaszubskiego, w części centralnej zalesiony, przecięty zabagnionymi dolinami Łeby i Redy, z górującym masewem Kępy Oksywskiej. jedynie na północy płaski i bezleśny, osłonięty jednakże Jeziorem Zarnowieckim i bagnami Piaśnicy. Osobnym jego elementem była Mierzeja Helska - kształtowany kilkaset lat przez naturę skrawek lądu. którego militarne znaczenie dostrzegano od dawna. Na niej też powstały jedyne na Wybrzeżu polskie stałe umocnienia. Tuż przed Jastarnią wybudowano linię 4 ostrogów fortecznych. Druga linia - 4 kojce przeznaczone dla broni maszynowej - była w budowie. Nigdy nie dostarczono najważniejszych elementów - pancernych kopuł z działkami p-panc 37 mm. Linia ta nigdy nie została użyta bojowo, a ostrogi forteczne stoją w poprzek Mierzei do dziś. Pomimo planów nie ufortyfikowano Kępy Oksywskiej, co później okazało się jednym z największych błędów, gdyż prawie cała obrona skupiła się ostatecznie właśnie na niej.
Organizację sił polskich na wybrzeżu przedstawiono na schemacie, ukazującym sytuację ok. połowy września, tj. po całkowitej mobilizacji wszystkich jednostek.
Jednostki niemieckie podporządkowane były zasadniczo dwóm wyższym dowództwom - 3 i 4 Armii. W Gdańsku zmobilizowano organizacjc paramilitarne i sformowano, na wzór Wehrmachtu, 2 pułki Landespolizei, dywizjon artylerii i przeciwlotniczy. Oddziały SS zebrano w zmotoryzowany pułk. Z zachodu działać miały jednostki podporządkowane dowództwu granicznemu Grenzschutz - Abschnitts Kommando 1 (G-AK I ). Ze względu na przewidywaną koncentrację znacznych polskich sił, oprócz jednostek Grenzwache (GW), dowództwu temu podporządkowano także zmobilizowaną w Szczecinie 207 DP oraz pozostające w dyspozycji II Okręgu Wojskowego 611 dac i 5 pułk dragonów. Na korzyść sił lądowych działało lotnictwo z Prus Wschodnich (głównie 1 Dywizja Lotnicza) oraz morskie. Dokładna organizacja wojsk niemieckich przedstawiona jest na schemacie.
1 września
Pierwsze salwy II wojny światowej, oddane przez szkolny pancernik "Schleswig-Holstein", ugodziły w Wojskową Składnicę Tranzytową Westerplatte. Trwająca kilka minut nawała przeprowadzona została z całej artylerii - włącznie z przeciwlotniczą. Ostrzał z basenów portu handlowego był złamaniem prawa międzynarodowego. Niemcy, pewni sukcesu, przeprowadzili wkrótce potem zdecydowane natarcie od strony lądu, jednakże, jak się okazało, ogień artylerii okrętowej nie zniszczył polskich stanowisk. Natarcie załamało się.
W godzinach porannych Niemcy dali upust narastającej od lat nienawiści, atakując wszystkie polskie placówki w Gdańsku. Aresztowano pracowników Komisariatu Generalnego RP pod zarzutem przygotowań do przewrotu. Dowodem miały być znalezione w ogrodach Komisariatu skrzynie z karabinami i ckm-ami. Była to oczywista prowokacja - broń tę umieścili tam Niemcy. "Punktem zbornym" aresztowanych był gmach Victoriaschule". Sceny, jakie tam miały miejsce, przeraziły nawet esesmanów.
Szczególną nienawiścią pałali Niemcy do polskich służb mundurowych - kolejarzy i pocztowców. Przeprowadzono aresztowania na Dworcu Głównym. W Kałdowie oddziały grupy "Medem" wymordowały dwudziestu kilku kolejarzy. Jedyną polską placówką, której nie udało się hitlerowcom zająć z marszu, był gmach Poczty Polskiej przy Pl. Heweliusza. Przeciwko karabinom i granatom obrońców musiano sprowadzić artylerię 105 mm i samochody pancerne. Po 14 godzinach obrony Polacy poddali się. Czterem z nich udało się zbiec, pozostali zostali skazani na śmierć i rozstrzelani na Gdańskiej Zaspie. Po południu wznowiono ataki na Westerplatte, jednak bez znaczących efektów, jeżeli nie liczyć rozbicia "najcięższego" polskiego działa kalibru 75 mm.
O świcie Niemcy planowali akcję zajęcia mostów tczewskich - najważniejszego połączenia komunikacyjnego dwóch brzegów Wisły. Z Malborka pędził pociąg pancerny nr 7, tuż za nim transportowy, wiozący 41 baon saperów i oddział szturmowy. Plan niemiecki pokrzyżowali polscy kolejarze, którzy tuż przed Tczewcm, w Szymankowie, przestawili zwrotnicę na ślepy tor. Warto dodać, że akcja ta zaplanowana była na kilka minut przed godziną X, czyli 4.45. Według planu Tczew miał zostać zaatakowany przez lotnictwo (którego głównym zadaniem było bombardowanie "na ślepo" nasypu kolejowego w celu zniszczenia przewodów prowadzących do komór minowych mostu) i pociągi o godz. 41.34. Bombowce z elbląskiego Kampfgeschwader 3 "Bluz" nadleciały, nie nadjechały jednak pociągi. Pozwoliło to Polakom przygotować się na następny atak. 1 kompania 2 batalionu strzelców (1/2 bstrz) wsparta plutonem ckm i plutonem czołgów "Renault Ft-17" (zabranych z pociągu pancernego nr 14) ok. godz. 5.30 odpiera grupy szturmowe i saperów. W tym czasie od północy na Tczew nacierają oddziały pułku SS "Hcimwehr Danzig", odpierane skutecznie przez resztę 2 bstrz. o godz. 6, tuż po wydaniu rozkazu odwrotu na Starogard, oba mosty - kolejowy i drogowy - zostają wysadzone. Odbudowane będą dopiero jesienią 1940 roku.
Zza zachodniej granicy Wolnego Miasta Gdańska (WMG) wyszły natarcia przeprowadzone siłami najwartościowszych jednostek Brygady "Eberhardt" - 1 i 2 pułkiem Landespolizei (1, 2 LP). 1 LP atakuje pozycje 2. morskiego pułku strzelców (2. mps). Natarcie wsparte jest ogniem gdańskiego dywizjonu artylerii. Dzięki wcześniejszemu przygotowaniu 2. mps hitlerowcy osiągają tu nieznaczne zdobycze terenowe. 2. LP zajmuje jednak Zukowo, stwarzając niebezpieczną sytuację - może wyjść teraz na tyły IV batalionu Obrony Narodowej (bON), broniącego Kartuz. Tylko niezdecydowaniu dowódców Wehrmachtu można przypisać fakt, że pułk ów będzie stał w Zukowie przez następne 4 dni zupełnie bezczynnie. Zajęcie Zukowa zablokowało magistralę węglową Gdynia-Śląsk, lecz ruch pociągów ustał tam zupełnie w momencie wybuchu wojny. W Kartuzach znajdował się jednak improwizowany pociąg pancerny "Jantar", wspierający IV bON. Po zajęciu Żukowa miał on odciętą drogę odwrotu.
O świcie Niemcy zaatakowali także pomorskie lotniska - bazę Morskiego Dywizjonu Lotniczego (mdlot) w Pucku i cywilny dworzec lotniczy w Rumii (hitlerowcy liczyli się z przydzieleniem lotnictwa kołowego do Lądowej Obrony Wybrzeża). Podczas niemieckiego nalotu zginął dowódca mdlot. Nalot jednak nie powiódł się, gdyż polskie maszyny przeleciały wcześniej na zapasowe stanowiska, zamaskowane na plażach Mierzei Helskiej. Przed południem Oksywie opuściły polskie okręty. Zostało jedynie kilka pomocniczych jednostek pływających (pjp). Tuż po południu nastąpił nalot na porty wojenne. Stukageschwader 2 "Immelmann", atakując Hel, nie odniósł żadnych sukcesów. Atak Lehrgeschwader 1 na Oksywie spowodował zatopienie ORP "Nurek" (bomba wpadła przez komin do maszynowni, rozrywając jednostkę na kawałki), holownika ORP "Wanda" i okrętu szkolnego ORP "Mazur", którego działa p-lot prowadziły ogień do chwili, gdy pogrążyły się w wodzie. Późnym popołudniem zespół polskich okrętów, idąc z redy gdyńskiej na Hel, zaatakowany został przez Stukasy. Pomimo braku bezpośrednich trafień odłamki bomb zabiły dowódcę najważniejszego polskiego okrętu ORP "Gryf". Z obawy przed trafieniem zastępca dowódcy rozkazał, aby cały, świeżo pobrany zapas min wyrzucić za burtę. Wkrótce kilkaset nieuzbrojonych min pogrążyło się w Zatoce Gdańskiej. W praktyce przekreślało to wykonanie planu "Rurka" - inowania Zatoki. Mimo to ORP "Wicher" wyszedł na pozycję przewidzianą planem. Miał szansę pomyślnego ataku torpedowego na dwa niszczyciele niemieckie, nieco później na krążownik, ale mógł tym samym zdradzić wykonywanie planu "Rurka". Sęk w tym, że plan został odwołany, o czym nie zawiadomiono dowódcy "Wichra".
2 września
W nocy I/2 mps wyprowadził kontratak na pozycje 1 LP, które ten zajął poprzedniego dnia. Szturm załamał morale Niemców. Wycofali się na pozycje wyjściowe. Ten odcinek frontu ustabilizował się do 13 września, kiedy to 1 LP ruszy na północ, by bez walki zająć Gdynię. W dzień 2 LP walczył w Żukowie z drobnymi oddziałami polskiej Straży Granicznej (SG). W rejonie Bytowa granicę przekroczyła 207 DP. Jej 368 pp zajął Kościerzynę, po uprzednim wycofaniu się polskiego oddziału wydzielonego. Reszta dywizji zatrzymała się tuż za granicą, wysyłając w kierunku Gdańska część 207 dywizjonu rozpoznawczego (drozp). Na północy trwały utarczki 42. pułku Grenzwache (GW) z SG bez znaczących sukcesów po żadnej ze stron. Głębsze rozpoznania przeprowadzane przez drobne oddziały 42. pułku GW były łatwo rozpraszane przez 1 mps.
W Zatoce Gdańskiej lotnictwo niemieckie zatopiło dwa zmobilizowane, ale nieuzbrojone, statki "białej floty". Ponieważ dowodzone były przez oficerów MW i nosiły jej banderę, były właściwie okrętami i przysługiwał im skrót "ORP", co jednak nie usprawiedliwia faktu ostrzeliwania ratujących się załóg (w większości cywilnych) przez niemieckie nurkowce.
3 września
207 DP ostrożnie przesunęła się w rejon na pn-wsch. od Kościerzyny, łącząc się z rozciągniętymi wzdłuż zachodniej granicy WMG oddziałami VGAD (była to niemiecka organizacja paramilitarna, służąca wzmocnieniu ochrony granicy). Tym samym obrońcy Wybrzeża zostali definitywnie odcięci od reszty kraju. W dniu tym w Gdańsku "bawiła przejazdem" sformowana w Pradze 10 DPanc, skierowana wkrótce do Elbląga, a następnie transporterem kolejowym przerzucana przez Prusy Wschodnie. W godzinach porannych zacumowane na Helu ORP "Gryf" i "Wicher" zauważyły wypływające z Nowego Portu dwa niszczyciele niemieckie. Ok. godz. 7.00 okręty polskie otworzyły ogień. Już w pierwszych salwach uzyskano nakrycie. Jeden z pocisków rozerwał się między głównym stanowiskiem dowodzenia a wieżą artyleryjską "B" niszczyciela Z-1 "Leberecht Maass", uszkadzając go. Po kilku minutach do walki włączyła się 31. bateria morskiego dywizjonu artylerii nadbrzeżnej (mdan). Niszczyciele postawiły zasłonę dymną. Po jej rozwianiu się dostrzeżono z Helu jeden niszczyciel, stojący poza zasięgiem dział, ze znaczym przechyłem. Wkrótce przybył po niego holownik. Straty okrętów niemieckich w tej pierwszej konfrontacji artyleryjskiej pozostają zagadką do dziś. W popołudniowym nalocie na Hel Niemcy uzyskują wielki sukces, zatapiając ORP "Wicher" i zapalając zbiorniki ropy "Gryfa". Okręt płonął przez kilka dni. Na dno poszła także kanonierka ORP "Generał Haller" oraz trałowiec ORP "Mewa". Na Oksywiu kończyły formowanie: morski dywizjon artylerii lekkiej (mdal) i szwadron krakusów, rozpoczęto formowanie baonu marynarskiego. W nocy z rejonu styku pozycji 1 bON i 2 mps rusza kontratak na skrzydło 1 LP. Mimo iż nie osiągnięto zaplanowanych celów, sukces był duży - moralny i materialny - zaskoczeni Niemcy wycofali się nieco na południe, zaś sztab Brygady "Eberhardt" zaczął słać do dowództwa Grenzschutz-Abschnitz Kommando 1 (G-AK 1) rozpaczliwe meldunki o "ciężkich walkach obronnych z przeważającymi siłami nieprzyjaciela".
W porcie gdyńskim oddział marynarzy z Helu, wysłany po żywność holownikiem ORP "Smok", znalazł osiem kompletnych 40 mm dział p-lot Boforsa wraz z amunicją. Nie zdążono ich wysłać do Anglii.
ORP "Wilk" postawił zagrodę minową na torze wodnym Piława-Gdańsk.
4 września
207 DP rozpoczyna natarcie na Kartuzy. Pod Somoninem l k/IV bON, wsparta plutonem 3 k/IV bON i pociągiem pancernym, rozbija czołówkę natarcia, po czym baon wycofuje się do Kartuz i dalej do Grzybna, unikając okrążenia. 207 DP zajmuje Kartuzy, do sztabu IV baonu przychodzi rozkaz wycofania się na nową linię obrony, pod m. Kamień. Wieczorem do portu helskiego wchodzi ORP "Ryś". Następnego dnia w warsztatach naprawione zostają uszkodzone mechanizmy, zaś sam okręt, upozorowany na wrak, spokojnie spędza dzień w porcie.
5 września
Pauza operacyjna. 32. pułk GW przerzucony zostaje na odcinek między 42 pułk GW a 207 DP, zamykając pięrścień okrążenia.
6 września
Ze stoczni MW wyjeżdża improwizowany pociąg pancerny (PP) "Smok Kaszubski" i skierowany zostaje do Wejherowa w celu ostrzelania pozycji niemieckich na przedpolach miasta.
7 września
Rozpoczyna się generalny szturm niemiecki. Główny wysiłek niemiecki skierowany jest siłami 368 pp na IV bON. 322 pp i pułki GW atakują Wejherowo. Pod Przetoczynem 207 drozp wpada w zasadzkę zastawioną przez plutony 1 mps: saperów, chemiczno-gazowy i zwiadu. Zostaje doszczętnie rozbity. Pod wieczór Niemcy prawie na całym froncie zostają odrzuceni na pozycje wyjściowe. Plan błyskawicznego natarcia załamuje się.
Pada Westerplatte. Obrona tej placówki pokazała dobitnie wysoki poziom wyszkolenia żołnierza polskiego, o ile tylko ma broń i choć minimalnie rozbudowaną pozycję obronną.
W Gdyni rozpoczyna formowanie baon kosynierów, z powodu braku uzbrojenia początkowo wyposażony w kosy. Kompanie ckm p-lot, niezdatne do postawionego przed nimi zadania, przeformowane zostają w baon ckm i wysłane na front. Późnym wieczorem na jedyne zadanie bojowe wystartował wodnosamolot "Lublin" R-XIII G nr 714. Z ładunkiem 75 kg bomb miał nadlecieć nad Nowy Port i zbombardować "Schleswig-Holsteina". Pancernika jednak nie było. Ładunek został zrzucony na hitlerowską paradę wojskową, urządzoną z okazji zdobycia Westerplatte. Po bombardowaniu samolot przeleciał kilkakrotnie nad ulicami, otwierając ogień z km-u. Zanim niemiecka obrona przeciwlotnicza zdążyła się zorientować w sytuacji, "Lublin" wodował już przy Mierzei Helskiej.
8 września
Na północy frontu 42 p GW zmusza V bON do odwrotu na Redę, zaś 5. słupski pułk dragonów (pdrag) zajmuje Orle, zagrażając rozcięciem polskiej obrony. Po przygotowaniu artyleryjskim następuje natarcie 322 pp i II/48 pp na odcinek obronny 1 mps. Walki trwają do wieczora, po czym 1 mps wycofuje się na Redę, osłaniany przez PP "Smok Kaszubski". Wysłany do Wejherowa z odwodu 3 baon rezerwowy (brez) napotyka pozycje dopiero co opuszczone przez 1 mps i wycofuje się do Zagórza. IV bON zagrożony okrążeniem przez 368 pp wycofuje się w rejon m. Reszki.
9 września
5 pdrag. i 42 p GW zajmują Puck. Kompanie mdlot. wycofują się do Władysławowa. Obrona polska zostaje rozcięta na dwie części: Mierzeję Helską i przedpola Gdyni wraz z Kępą Oksywską. Łączność utrzymywana jest podmorskim kablem. Na zachodni odcinek polskiej obrony (miejscowości: Ciechocino-Zagórze-Reszki), obsadzony przez 1 mps, 3 brez, baon marynarzy (ściągnięty z Oksywia) i IV bON, wychodzi niemieckie natarcie. Sukces osiągnął II/322 pp, zdobywając m. Biała Rzeka, blokując tym samym 1 mps drogę odwrotu na Gdynię. Na południowym odcinku frontu pod pozycje I bON podchodzi 374. pp i zatrzymuje się.
10 września
Wczesnym rankiem 1 mps wycofuje się na Kępę Oksywską, w rejon m. Kazimierz. Kępę z marszu próbują zdobyć III/32 pp, baon SS oraz część 42 p GW - bez rezultatu. Planowany polski kontratak nie dochodzi do skutku. Przeznaczone do niego baony są zbyt osłabione. Natarcie baonu SS na północną część Kępy Oksywskiej skutecznie odpiera 1 mps.
11 września
Na odcinek 374 pp Niemcy przerzucają I/1 LP i przeprowadzają natarcie na pozycje I i IV bON. Ten ostatni zmuszony zostaje do wycofania się w rejon Chylońskich Pustek, tworząc przerwę we froncie pomiędzy walczącymi z niemieckimi II/48 pp i III/89 pp w rejonie Zagórza 3 brez i bmar. a trwającym na swych pozycjach wyjściowych I bON. Od północy Kępa Oksywska zostaje zablokowana przez 32 p GW. Heimwehr Danzig przeprowadza pierwszy szturm na skarpę.
12 września
Trwają walki na dwóch odcinkach na północy Kępy Oksywskiej. Nielicznymi groblami w zabagnionej dolinie Redy nacierają: 32 p GW i baon SS. Wspiera je II/207 pal. Kontruderzenia 1 mps, III bON, baonu marynarzy oraz ogień 75 mm artylerii pokładowej polskich trałowców i 152 mm 31 baterii mdan powodują rozbicie baonu SS i zatrzymanie natarcia. Sztab LOW opracował projekt uderzenia - zgrupowanie w sile: 1 brez, 3 brez, I bON, IV bON, V bON oraz PP wykorzystując niejednolitość frontu niemieckiego, ma obejść 207 DP skoncentrowaną w rejonie m. Biała Rzeka. Z powodu nieskoordynowanego dowodzenia o wyznaczonej godzinie wyrusza z pozycji wyjściowych tylko 1 brez, rozpraszając prawe skrzydło I/368 pp, lecz wkrótce potem zostaje rozbity przez resztę niemieckiego baonu i stojący w odwodzie 207 batalion saperów (bsap). Na prawym skrzydle załamuje się natarcie IV i V bON. IV bON wycofuje się do m. Cisowa, V bON zostaje prawie kompletnie zniszczony. PP zostaje zbombardowany i ciężko uszkodzony. I bON, który przybył wieczorem na pole walki, rozbija z marszu I/368 pp, wysunięte stanowisko dowodzenia 207 DP - gen. Tiedeman ratuje się ucieczką, w ręce polskie wpadają wszystkie dokumenty - i kontynuuje natarcie w kierunku Redy. Zatrzymany przez II/12 pal i 201 dywizjon p-panc, wykonuje odwrót. Rano, 13 września, osiąga Chylonię, później przechodzi na Kępę Oksywską.
ORP "Wilk" przepływa na zachodni Bałtyk z zamiarem przebycia cieśnin duńskich. ORP "Pomorzanin" zatapia w Zatoce Puckiej kutry blokując jedyne przejście do Pucka, tzw. Głębinkę.
13 września
W obu sztabach trwa kryzys wywołany wydarzeniami poprzednie go dnia. Jednostki polskie tworzą zwarty, ale płytki front obrony na Kępie Oksywskiej. Na jej skarpach usytuowane są (od północy): II/2 mps, I bON, 1 mps, I/2 mps, 2 b.rez., 3. brez oraz improwizowane zgrupowanie "Sołodkowski", składające się z baonu Czerwonych Kosynierów, baonu marynarzy, Żandarmerii Wojskowej, Policji Państwowej oraz żołnierzy 1 morskiego dywizjonu artylerii przeciwlotniczej (mdap-lot), pozbawionych swego sprzętu, pozycyjnych dział p-lot 75 mm. Odwód stanowią: IV bON i III bON oraz improwizowany bac organizowany przy sztabie LOW w m. Babi Dół. W obrębie Kępy znajdują się także mdal, lb/1 mdap-lot. oraz 100 mm bateria "Canet" broniąca skutecznie (od początku wojny) podejścia do oksywskiego portu. Morale polskich żołnierzy malało. Szerzyły się dezercje. Skoncentrowani na niewielkim skrawku terenu byli ciągle nękani lotnictwem i ogniem artylerii, przeciwko którym byli bezsilni.
Jednakże morale niemieckie także pozostawiało wiele do życzenia. Blitzkrieg załamał się, a Polacy, choć ponosili straty i cofali się, wciąż bronili swej ziemi. Rano ponownie wyruszyło polskie natarcie, zmierzające do wypchnięcia Niemców z Kępy. 1 mps, I/2 mps i 2 brez. walcząc z II, III/322 pp, rozbiły ten ostatni, nie osiągając jednakże zysków terenowych. Co więcej, bardzo duże straty poniósł I/2 mps i nie przedstawiał już większej wartości bojowej. Na północnym wschodzie II/2 mps walczy z III/32 p GW. Mosty i Mechelinki przechodzą kilka razy z rąk do rąk. W nocnym wypadzie 1 k/2 mps rozprasza drobny oddział z niemieckiego 322 pp, który ucieka w popłochu. Niemcy boją się wkroczyć do opustoszałej Gdyni. Blokują ją dwa pułki LP (1 - bez I baonu).
Wieczorem z Jastarni wychodzi polski dywizjon trałowców w celu realizacji zadania bojowego.
14 września
Kilka mil morskich (Mm) na południe od Helu staje niewielka zagroda minowa. Trałowce spokojnie wracają do Jastarni. Sztab G-AK 1 przenosi się do Sopotu, Sztab Brygady "Eberhardt" - do Gdyni, zajętej przez pułk LP. Na północy Niemcy dokonują przegrupowania, prubując przy okazji (nieskutecznie) zepchnąć I bON z dogodnej pozycji na wzgórzach. Zostają oni ostrzelani przez polskie trałowce.
Szokiem dla Niemców jest pojawienie się w Tallinie ORP "Orzeł" nie uszkodzonego, ale z chorym dowódcą. Dodać tu należy, według komunikatów niemieckiego Naczelnego Dowództwa Marynarki (OKM) zatopiono dotąd 4 polskie okręty podwodne na pewno, zaś piąty -prawdopodobnie.
15 września
Nad ranem ORP "Wilk" opuszcza Bałtyk przez cieśniny duńskie, idąc w położeniu nawodnym. Około godziny 2.00. kontratak przeprowadza mps, uderzając między 32 p GW a I/322 pp. Atak udaje się częściowo. Nieco później zostaje ponowiony. Do centrum zajętej przez Niemców Dębogórze wjeżdżają trzy ciężarówki z polską piechotą. Pomaga to odrzucić Niemców, ale na tym sukcesy się kończą. Niemniej jednak Niemcy zmuszeni zostają do zajęcia pozycji obronnych. Popołudniowy atak niemiecki rozbija 2 k/I bON. Spektakularny sukces odnosi mdal. Jego bateria, ostrzeliwując polowe lądowisko eskadry Stukasów, zadaje jej znaczne straty. Nocny wypad 1 k/I bON, 2 k/IV bON i baonu "rozbitków", czyli załóg zatopionych okrętów, na m. Kazimierz, z uwagi na niskie stany liczebne i przemęczenie żołnierzy, załamuje się.
16 września
Brak aktywności Niemców zostaje wykorzystany przez sztab LOW do reorganizacji sił.
17 września
Czołowym natarciem III/368 pp zostaje rozbity 2 brez. Zamieszanie i chaos na polskich tyłach opóźniają kontratak 1 mps. Obszar zajmowany przez siły polskie kurczy się. Wieczorne natarcie na III/368 pp i II/48 pp załamuje się. Pułk zostaje rozproszony.
Propaganda hitlerowska otrzymuje kolejny cios. W Szwecji internowany zostaje ORP "Sęp", uważany przez Niemców za zatopiony.
18 września
Nad ranem III bON resztką sił zatrzymuje Niemców, idących w pościgu za 1 mps. ORP "Orzeł", bezprawnie internowany w Tallinie, ucieka z portu i kontynuuje patrolowanie Bałtyku. Do Szwecji przybywa kolejny okręt - ORP "Ryś".
1 LP przerzucony zostaje pod Wyszogród. Do końca kampanii będzie uczestniczył w blokadzie twierdzy Modlin. Rozszerzając sukces III/368 pp, na Kępę przerzucona zostaje większość sił 207 DP, spychając siły polskie na linię Kosakowo - Obłuże. Od południa Kępy pod Obłuże podchodzi 2. LP od północy, pod pozycje II/2 mps - 32 p GW. Od wieczora do rana trwają starcia pod Obłużem. Zaimprowizowany III/2 mps próbuje rozerwać pierścień okrążenia, lecz bez rezultatu.
19 września
Przed ostatecznym szturmem niemieckim polski front wygląda następująco: od północy pozycję obsadza II/2 mps, od zachodu I bON, III/2 mps, 1 mps i 3 brez, od południa zgrupowanie "Sołodkowski". Sztab LOW mieści się w m. Stefanowo. Jako pierwszy ulega Niemcom 3 brez, oskrzydlony przez I i III/368 pp razem z 1/374 pp. 2 LP rozprasza zgrupowanie Sołodkowskiego. Dowódca zgrupowania ginie, zaś oddziały niemieckie dochodzą do morza, izolując niewielkie siły polskie na Oksywiu, które po niemieckiej nawale artyleryjskiej kapitulują ok. 17.00. Na odcinku północnym II i III/368 pp rozbijają 1 mps, zaś I/322 pp i II/48 pp rozbijają 1 bON, okrążając jednocześnie II/2 mps. Cofa się on w kierunku morza i kapituluje o 16.30. Pod m. Babi Dół, ostrzelaną wcześniej przez "Schleswiga-Holsteina", podchodzi od północy 1/322 pp, od południa II/48 pp. Na rozkaz dowódcy LOW zbiera się grupa ok. 20 żołnierzy, głównie oficerów. Wychodzą oni z jaru i atakują Niemców. Płk. Dąbek, raniony pociskiem z moździerza, ostatnim pociskiem odbiera sobie życie. Jest godz. 17.00. Pada najważniejszy bastion LOW - Kępa Oksywska.
20 - 28 września
Następuje reorganizacja sił niemieckich. Do blokady Półwyspu Helskiego od strony lądu skierowany zostaje 374 pp, wsparty artylerią. Hel nękany jest też artylerią pokładową "Schleswiga-Holsteina" i bliźniaczego "Schlesiena", jednak 31 bateria mdan okazuje się ich równorzędnym przeciwnikiem. Zdemontowane z okrętów działa wzmacniają obronę lądową. Z wraku "Gryfa" udaje się zdjąć i zabetonować 3 działa 120 mm. Nie zostaną one jednak wykorzystane, gdyż Niemcy nie wejdą w ich zasięg. W poprzek Mierzei zostaną postawione zagrody minowe z głowic torpedowych. Przed Jastarnią istnieje główna linia obrony z 8 betonowymi schronami bojowymi. Nie mają one jednak pełnego uzbrojenia. Oddziały polskie usytuowane są następująco: u nasady 10 k, przed Kuźnicą 1 k mdlot, na głównej linii obrony 11 k, w rejonie Boru 12 k. Za Juratą główny odwód stanowią 2 k mdlot, 1 k SG, 4 k ckm. Na cyplu stacjonuje 13 k. Wszystkie podlegają baonowi Korpusu Ochrony Pogranicza (KOP) "Hel". Wzdłuż Mierzei ustawione są baterie dział p-lot i przeciwdesantowe (p-des), na cyplu 31 bateria cyplowa z 4 działami 152 mm oraz 32 i 33 z 2 działami 105 mm każda. Niemcy nie przejawiają prawie żadnej aktywności. W rejonie Rzucewa ustawiona zostaje niemiecka najcięższa artyleria w celu ostrzeliwania półwyspu, na którym, o dziwo, działa wciąż poczta, telefony i kursuje regularnie pociąg osobowy. Gdy z Warszawy przychodzi wieść o kapitulacji, dowódca Floty wypowiada znane słowa: "Wszyscy kapitulują we wrześniu, my wytrzymamy do października ".
25 września
W Szwecji zostaje internowany trzeci polski okręt podwodny - ORP "Żbik".
29 września
III/374 pp, a konkretnie jego 9 k (półwysep był zbyt wąski, aby rozwinąć do ataku większe siły), wsparta bateriami 207 pal, zajmuje "ziemię niczyją" i podchodzi pod pozycję 10 k/b KOP "Hel". Zatoka Pucka jest intensywnie trałowana w celu umożliwienia swobodnego działania okrętom z ciężką artylerią do wsparcia wojsk. Pod silnym ogniem artylerii niemieckiej 10 k zostaje zmuszona do wycofania się ze znacznymi stratami, wcześniej jednak wysadza zagrodę minową. Półwysep przeistacza się w wyspę, gdyż powstałe w czasie eksplozji leje łączą się i wypełniają wodą z Bałtyku. Niemiecki pościg załamuje się z równie dużymi stratami.
Morale oddziałów polskich upada. Następują bunty w 12 i 13 k. Niedoszli dezerterzy zostają aresztowani, co jednak osłabia znacznie obie, i tak już nieliczne, kompanie.
30 września
Hitlerowskie samoloty zrzucają ulotki namawiające do kapitulacji. Wobec braku amunicji, żywności i środków opatrunkowych na wieczornej odprawie dowódca Floty zawiadamia oficerów o decyzji podjęcia rozmów kapitulacyjnych.
1 października
Od rana trwają walki na przedpolu Kuźnic. O godzinie 14.00 drogą radiową wynegocjowane zostaje zawieszenie broni. Na wysokości Jastarni wchodzi na polską minę poławiacz min M-85. Jest to jedyny okręt, jaki Kriegsmarine z całą pewnością utraciła w trakcie kampanii w Polsce. Wieczorem trwają rozmowy kapitulacyjne. Akt podpisany zostaje w sopockim Grand Hotelu.
W nocy grupa polskich oficerów na ścigaczu SG "Batory" przerywa blokadę hitlerowską i dociera do Szwecji.
2 października
Rankiem oficerowie dokonują ostatnich inspekcji i w krótkich słowach żegnają żołnierzy, dziękując za poświęcenie i postawę w walce. Zakończyła się obrona ostatniego stałego punktu oporu na polskiej ziemi.
8 października
W obliczu braku paliwa ORP "Orzeł" bez zarekwirowanych w Tallinie map nawigacyjnych, zamków do dział i części zapasu torped przechodzi przez Sund, kończąc działania Polskiej Marynarki Wojennej na Bałtyku. Następny okręt pod biało-czerwoną banderą pojawi się dopiero 8 kwietnia 1945 roku w Gdyni.
Podsumowania i wnioski
W 1939 roku nie istniała możliwość skutecznej obrony wybrzeża. Według memoriału GISZ-u do obrony tego skrawka ziemi potrzeba było minimum dwóch DP. Ale nawet skuteczna obrona lądowa nic miałaby racji bytu bez skutecznej obrony reszty kraju.
Początkowy okres walk na lądzie to ze strony polskiej niejako zmniejszony plan operacyjny "Zachód" - odejście z wysuniętych pod granicę pozycji na zasadniczą linię obrony, wyznaczoną przez bagna, lasy i miasta, lecz niestety nie przez fortyfikacje. Jeżeli prowizorycznie ufortyfikowane Westerplatte (kilka betonowych wartowni, umocnione koszary, systemy zasieków), okrążone ze wszystkich stron, broniło się 7 dni, to ile mogłaby trwać obrona Kępy Oksywskiej, gdyby wybudowano choć część z 37 planowanych obiektów?
Do 12 września strona polska podejmowała próby kontrataków, których celem było szybkie wykorzystanie lokalnej przewagi, jednak wiązał się z nimi dylemat: czy do wykonujących je jednostek odwodowych dodawać jednostki z frontu, co zwiększyłoby siłę uderzenia, ale jednocześnie przerzedziłoby jednolity jeszcze front, ułatwiając Niemcom jego przerwanie (np. do ostatniego dużego kontrataku 1 września - ściągnięto I bON i 1. brez, zostawiając na ich odcinku przeciw sześciu baonom niemieckim dwa własne kompanie). Rozkaz odwrotu na Kępę w celu jej obrony był decyzją słuszną. W obliczu groźby rozerwania obrony i przy topniejących siłach należało się wycofać, jeżeli zamierzano kontynuować obronę. Bolączką LOW był fatalny system łączności, powodujący brak koordynacji działań. Błędem było także (tak jak i w skali całego kraju) niewykorzystanie potencjalnych, naturalnych środków obrony: spiętrzeń rzek, zalewów, oraz, pomimo możliwości, niezastosowanie na szerszą skalę broni typowo defensywnej - min. Przykładem wykorzystania tych możliwości była zasadzka, przygotowana 7 września. Biegnąca w wykopie droga została zaminowana i zablokowana drewnianymi kozłami. Doprowadziło to do rozbicia zmotoryzowanego dywizjonu przez trzy nieliniowe plutony polskie.
Po stronie niemieckiej daje się zauważyć powolne i ostrożne działanie pułków gdańskich, zaś z drugiej strony ciągłe działania ofensywne 207 DP (od 4 września). Jeżeli 207 DP zatrzymywała się, to tylko po to, by zebrać siły i nazajutrz ruszyć do "ostatecznego szturmu". Działania na Wybrzeżu - podobnie jak i w głębi kraju - załamały zupełnie koncepcję Blitzkriegu. Było to powolne zdobywanie polskiej ziemi, zatrzymywane nieugiętą postawą obrońców zdolnych do nieoczekiwanych kontrataków i nocnych wypadów. Nie należy jednak zapominać, że dowództwo hitlerowskie miało możliwość wprowadzenia odwodów strategicznych, np. 208 DP, 23 DP, 73 DP czy wreszcie 10 DPanc, która przebywała "przejazdem" w Gdańsku 3 września. Polacy byli zaś zdani tylko na siły bezpośrednio obecne na Wybrzeżu. Możliwość odsieczy oddalała się z dnia na dzień. Tylko wysokiemu morale i doskonałemu wyszkoleniu polskich żołnierzy zawdzięczać należy miesięczną obronę. Co znamienne, podobnie jak w głębi kraju, dał się zauważyć drastycznie niski poziom wyszkolenia dowódców SS. Zmotoryzowany pułk "Heimwehr Danzig" został rozbity w trakcie wykonywania niewykonalnego rozkazu: szturmu groblą wśród bagna na obsadzoną i prowizorycznie umocnioną przez Polaków skarpę Kępy Oksywskiej.
Odnośnie działań powietrznych o stronie polskiej nie da się powiedzieć prawie nic. Bezprecedensowa akcja wieczorem 7 września była jedynym bojowym lotem maszyn mdlot. Brak niekoniecznie licznego, ale nowoczesnego lotnictwa, choćby rozpoznawczego, nie mówiąc np. o myśliwskim, był jedną ze ślepych uliczek, w jakie zaszło KMW w ciągu kilku lat przed wojną. Olbrzymie sumy, jakie pochłonęła budowa wielkich okrętów, mogły być rozdysponowane w inny sposób. Pierwszy nowoczesny wodnosamolot - włoski Cant Z-506B - przybył do Pucka w końcu sierpnia, zresztą bez uzbrojenia. Lotnictwo hitlerowskie działało zaś bardzo aktywnie i nie dość, że wspierało na wszystkich odcinkach frontu wojska lądowe, wykonało też prawie całą robotę przynależną Kriegsmarine. Bombardowało bazy morskie, atakowało okręty, prowadziło rozpoznanie lądu i morza (niezbyt efektywne, zważając np. na wizytę ORP "Ryś" w porcie helskim 4/5 września). Pomimo stosunkowo silnej polskiej obrony p-lot. miało właściwie całkowitą swobodę operacyjną. Niemniej jednak, co najmniej 53 samoloty Luftwaffe nie wróciły już nigdy do baz.
Polska Marynarka Wojenna (PMW), której zasadnicze siły ukształtowały się w latach 30, mogła odegrać znaczącą rolę jedynie w wypadku wojny z ZSRR. W czasie wojny z Niemcami Bałtyk stawał się dla PMW akwenem zamkniętym. Przewaga ilościowa i jakościowa Kriegsmarine uniemożliwiała zaopatrywanie Polski drogą morską. Kapitanowie statków Polskiej Marynarki Handlowej otrzymali polecenie zawinięcia do sojuszniczych portów na Atlantyku. W tej sytuacji, Marynarce odpadało zadanie eskortowania własnych statków - zadanie, które wykonywałyby jednostki największe - niszczyciele. Pomimo iż od połowy lat 30 coraz więcej sztabowców uznawało zagrożenie niemieckie za bardziej prawdopodobne, do 1939 roku stan posiadania floty wynosił: 2 duże niszczyciele, 2 okręty podwodne o zasięgu oceanicznym oraz ORP "Gryf"- ońcjalnie stawiacz min, choć w praktyce ciężko go było sklasyfikować: największy polski okręt, jednocześnie jeden z najwolniejszych, doskonale przygotowany do pojedynków artyleryjskich, a jednocześnie przenoszący 600 min. Był on nazywany pływającą wizytówką niezdecydowania KMW. W budowie znajdowały się kolejne dwa duże okręty podwodne (w Holandii), a także dwie jednostki, których we wrześniu najbardziej xabrakło: ścigacze (w Wielkiej Brytanii). Gwoli sprawiedliwości, flota posiadała także okręty, które mogły odegrać jakąś rolę - 6 trałowców. W tej sytuacji plan "Pekin" był jedynym słusznym rozwiązaniem. Pozostawienie całej czwórki niszczycieli na zablokowanym Bałtyku oznaczałoby ich rychłą zagładę. Plan "Worek" był już jednak co najmniej nie przemyślany. Jedyna polska broń ofensywna - okręty podwodne - została skupiona w okolicach Mierzei, bez możliwości patrolowania dalszych rejonów Bałtyku, co przecież było możliwe, dzięki dużemu zasięgowi tych jednostek. ORP "Orzeł" skazany został na patrolowanie zachodniej części Zatoki Gdańskiej, której głębokość wzrasta powyżej 50 m tylko w rejonie Helu. Podwodne minowce otrzymały rozkaz postawienia zagród wokół Helu, chociaż to zadanie mogły swobodnie wykonać trałowce. Lepszym rozwiązaniem byłoby zaminowanie dalszych rejonów Bałtyku, jeżeli nie Świnoujścia, to np. Kołobrzegu lub Kłajpedy. Plan "Rurka" - użycia trałowców i "Gryfa" - był dobry, niestety, został odwołany, a co więcej nie raczono zawiadomić o tym ORP "Wicher", który mógł zmniejszyć stan posiadania Kriegsmarine o jakieś kilka tysięcy ton. Trałowce stały bezużyteczne przez blisko dwa tygodnie. Marna współpraca LOW i MOW spowodowała, że do wsparcia oddziałów lądowych okrętów tych użyto tylko dwa razy. Akcję minowania nawodnego (pomimo znacznych zapasów min) przeprowadzono tylko raz, bez zakłóceń ze strony niemieckiej. Niemcy niczego się nie spodziewali. W jedynej bezpośredniej konfrontacji PMW i Kriegsmańne (2 września) ta pierwsza pokazała o wiele wyższy poziom wyszkolenia. Działania Kriegsmanne ograniczały się tylko do blokady wybrzeża i ścigania ("zatapiania") okrętów podwodnych. Pojedynki ogniowe dwóch pancerników niemieckich były kompromitacją dla Kriegsmarine. osiem dział 280 mm i dwadzieścia dział 150 mm nie zmusiło do milczenia ani jednego działa 31 baterii cyplowej. Nie prowadząc działań ofensywnych Niemcy stopniowo wycofali swe siły ze wschodniego Bałtyku. Odeszły krążowniki i okręty podwodne. Ostatecznie, oprócz dwóch pancerników, pozostało 19 okrętów walki minowej, przestarzały torpedowiec - okręt sztabowy i kilkanaście kutrów pomocniczych. Był to zdecydowany błąd. Rzucenie choćby niszczycieli na wody przybrzeżne w celu wsparcia artyleryjskiego nacierającej piechoty mogło przynieść Niemcom większe sukcesy i oczywiście skrócić czas walki. Meldunki niemieckie o sukcesach w walce z polskimi okrętami podwodnymi były spowodowane także niskim stopniem wyszkolenia. Jeżeli po spuszczeniu bomb głębinowych pojawiała się plama ropy, dla Niemców oznaczało to niechybne zatopienie okrętu. Gdy wyszło na jaw, że 3 okręty zawinęły do Szwecji, zaś o pozostałych nic nie wiadomo, na Bałtyku trwała psychoza. Po każdym sygnale "dostrzeżenia" okrętu podwodnego zamierał ruch statków, zaś akwen był dokładnie przeczesywany przez niemieckie jednostki Zwalczania Okrętów Podwodnych (ZOP).
|